Przebudzenie


Gdy zimny mrok ustępuje z wolna,
a śnieg łzą spływa z policzków ziemi,
budzi się w sercu nadzieja zdolna
rozjaśnić ciemność nad duszą niemi.

Przez szarą skorupę pierwszy pąk przebija,
jak myśl, co wreszcie opuszcza ciszę,
i choć noc była tak długa, zła i gniewna —
teraz w powietrzu łagodność słyszę.

Kos śpiewa pieśń, której zapomniałem,
wiatr niesie zapach mokradła i bzu,
a to, co ciężkie, co gniotło mnie ciałem,
topnieje cicho jak resztki mrozu i śniegu u stóp.

Bo wiosna nie pyta, czy jesteś gotowy,
nie czeka, aż uwierzysz w jej blask —
przychodzi po prostu, jak oddech nowy,
i mówi: „Żyj. To nie koniec. To czas."

I może jutro znów przyjdą chmury,
i może strach się zakradnie w noc,
lecz teraz — patrz — pękają mury,
a w każdym liściu jest życia moc.

Więc otwórz okno. Wpuść ciepły podmuch.
Niech światło dotknie zmęczonych rąk.
Wiosna jest tutaj — łagodna jak oddech,
i szepcze: „Zostań. Najgorsze za Tobą. To nowy początek."

Opublikowano przez